Wyjazd integracyjny to dla wielu pracowników wydarzenie budzące mieszane uczucia. Z jednej strony to obietnica darmowego relaksu i odskoczni od biurowej rutyny, z drugiej – swoiste pole minowe, na którym nietrudno o wizerunkowy błąd. Choć atmosfera jest luźna to warto pamiętać, że wyjazdy integracyjne to wciąż czas spędzany w środowisku służbowym. Jak zatem korzystać z uroków integracji, zacieśnić więzi z zespołem i… nie stracić przy tym pracy?
Integracja to nie „wakacje od profesjonalizmu”
Pierwszą i najważniejszą zasadą jest świadomość, że wyjazd integracyjny to przedłużenie kalendarza firmy, a nie prywatny urlop. Choć szef może namawiać do przejścia na „ty” przy ognisku, a dział HR serwuje kolorowe drinki, w poniedziałek rano wszyscy spotkacie się przy ekspresie do kawy w biurze. Nasze zachowanie będzie rzutować na to, jak postrzegają nas współpracownicy przez kolejne miesiące.
Dobry wizerunek buduje się na zdrowym podejściu i równowadze. Nie bądźmy osobą, która przesiedzi cały wyjazd w pokoju z laptopem (to sygnał: „nie zależy mi na zespole”), ale też nie stawajmy się „królami parkietu”, o którego wyczynach krążyć będą niesławne legendy.

Alkohol to twój przyjaciel i wróg zarazem
Statystyki i anegdoty z branży HR alarmują. Większość wpadek na wyjazdach ma wspólny mianownik – procenty. Wyjazd integracyjny często wiąże się z dostępem do tzw. open baru, co dla niektórych staje się wzgórzem, na którym przychodzi polec. Pijmy o połowę mniej niż wydaje nam się, że możemy.
Po kilku głębszych łatwo o zbytnią szczerość. Krytykowanie strategii firmy, narzekanie na zarobki czy wyznawanie miłości osobie z innego działu to prosta droga do kłopotów. Pamiętajmy że to, co powiemy „w zaufaniu” przy barze, może stać się tematem numer jeden w poniedziałek.
Proaktywność – TAK! Przesadna? NIE!
Organizatorzy dwoją się i troją, by zapewnić atrakcje, od gier terenowych, przez warsztaty kulinarne, aż po wieczory tematyczne. Nawet jeśli budowanie „Maszyny Goldberga” wydaje się stratą czasu, weźmy w tym udział z uśmiechem. Zaangażowanie w zadania team buildingowe pokazuje naszą proaktywność. To świetna okazja, by zabłysnąć przed kadrą zarządzającą cechami, których nie widać przy biurku a mianowicie sprytem, opanowaniem czy poczuciem humoru.
Narzekanie na jedzenie, hotel czy „głupie zabawy” stawia nas w pozycji osoby tokstycznej. Jeśli coś nam się nie podoba, zachowajmy to dla siebie lub przekażmy uwagi w konstruktywny sposób już po powrocie.
Networking zamiast zamykania się w „bańce”

Błędem, który popełnia wielu pracowników, jest spędzanie całego wyjazdu wyłącznie z osobami, z którymi i tak siedzi się w jednym pokoju w biurze. Eventy integracyjne to idealna okazja na networking wewnątrz firmy.
Spróbujmy porozmawiać z osobami z działu IT, księgowości czy marketingu, z którymi na co dzień wymieniamy tylko e-maile. Poznanie „twarzy” za avatarem sprawia, że późniejsza współpraca staje się znacznie płynniejsza. To także moment, by zamienić kilka niezobowiązujących zdań z zarządem. Pamiętajmy jednak o wyczuciu, gdyż wyjazd to nie czas na proszenie o podwyżkę czy omawianie zaległych raportów.
Cyfrowa higiena czyli w sieci nic nie ginie
W dobie smartfonów każdy jest fotoreporterem. Zanim wrzucimy na Instagram zdjęcie kolegi śpiącego na leżaku lub filmik z szalonego karaoke, zastanów się dwa razy. Szanujmy prywatność innych. To, co wydaje się zabawne w nocy w hotelowym lobby, może być kompromitujące dla kogoś w kontekście zawodowym. Sami też starajmy się nie być głównym bohaterem nagrań, delikatnie mówiąc, niekorzystnych.
materiały partnera (lh)12
